piątek, 24 listopada 2017

ogłoszonko, the official statement.

Wszystko co nie jest namacalne jest tylko nie namacalnym. Wszystko co jest bzdurą, zapewne jest nią faktycznie. Wszystko co zmierza ku końcowi - (chociaż kiedyś niewątpliwie miało swój początek) - na pewno osiągnie punkt ostateczny, tj. metę aka. finisz, czyli najprościej - koniec. Wszystko co kandyduje do miana abstrakcji ma szansę zostać nią okrzyknięte - lub - już nią jest i nie wyczerpuje znamion bycia czymś nieabstrakcyjnym. Tak. Po co to piszę? Otóż chciałbym każdemu i każdej, Urbi et Orbi, tj. wszem i wobec oświadczyć co następuje: nie biorę za faktyczne i wiążące czegokolwiek co zostało zapisane w jakiejś przepowiedni oraz nie odpowiadam za żadną rzecz uzgodnioną drogą telepatyczną.
Jestem zwyczajnym człowiekiem - mam uszy i aparat mowy, mam domofon, telefon, email, facebooka oraz komunikatory.
Jeśli to brzmi dla Ciebie jak kolejna bzdura, to - za przeproszeniem - wróć do początku tego posta.

Powód?


Żyć się nie da z tymi głosami w głowie.

nara.


21:10~edit: nie znam treści "przepowiedni" jakby co.

piątek, 3 listopada 2017

w urzędzie sytuacja.

Stoję w kolejce na poczcie. I taki spokój osobliwy czuję, kiedy wąsaty pan zaciekle kłóci się z panią w okienku, że przelew, który przecież wykonał prawidłowo i to przecież właśnie w tym okienku - u tej pani lub koleżanki, obojętnie - trafił do nieprawidłowej osoby. I to nie wiadomo, do której właściwie.


I taką niecierpliwość czuć zaczynam bo kolejka nadal taka długa...


Cholera lżej mi, że to opisałem.