czwartek, 23 marca 2017

jest to taka, jak umiałem, rozprawka na tematy międzynarodowe.

Cześć.
Fajnie, że jesteś.
Chciałbym zacząć od kwestii, którą miałem poruszyć jakiś czas temu (tzn. napisać całą długą notkę na ten temat), ale jakoś skończyło się tylko na zamiarach i myśleniu (całe dwa dni o tym rozmyślałem i układałem to w piękne frazy pełen samozachwytu ;-) ) Chodzi mi mianowicie o ten cały przetarg na obsadzenie stanowiska szefa Rady Europejskiej. Można by chyba faktycznie sporo napisać. Ale tak właściwie to najlepsze wyjaśnienie tego wszystkiego (moim zdaniem) podał J. Korwin - Mikke, tj. powiedział on wkrótce po tym, że Kaczyńskiemu chodziło jedynie o to by D. Tusk pozostał poza krajową polityką. Dodał pan Janusz, że pan Jarosław jest generalnie cwanym taktykiem politycznym w ogóle i był jak najbardziej świadomy, że agitacja przeciw Tuskowi spełznie na niczym. Zresztą to chyba każdy o tym wiedział prawda?

Pragnę jeszcze tylko dodać dwie rzeczy do tematu od siebie:
Primo - zauważyłem, że przed rozstrzygnięciem wyborów, m. in. na TVN24 oraz w internetowych wydaniach różnych gazet (używam aplikacji MSN Wiadomości) komentarze i opinie były raczej stonowane w swojej krytyce, a nawet pewne osoby nastawione antypisowsko zostawiały "furtkę prawdopodobieństwa" i nie wypluwały jeszcze tego jadu, który popłynął od nich po finale głosowania. Czemu o tym wspominam i czy aby (o zgrozo!) nie jestem propisowski? Wspominam, bo zwróciło to mocno moją uwagę. Po prostu. Wspominam, bo raził mnie ten ich zawzięty, chłodno-skalkulowany realizm najzdrowszorązsądkowy i triumfatorstwo w stylu: "a nie mówiliśmy, że rząd zbłaźni się jeszcze mocniej niż nawet nam samym się wydawało ?"

Secondo - nasi bratankowie z Węgier... Tutaj krótko, bo chyba każdy domyśla się co mam na myśli...
Czy ci skrzywdzeni, zdradzeni i tak paskudnie oszukani przez V. Orbana hejterzy z internetu pomyśleli w ogóle, że jutro mogą już być gnani z wiatrem w odwrotnym kierunku, tj. kliknąć na profil kolejnego polityka i "słusznie" pluć pod wiatr ponownie, ale tylko i wyłącznie na tą biedną, zdradzoną Polskę i polskość? No kto tu jest przykry? :)

Nie było dane im zauważyć, że polityka jest brudem? A politycy rozgrywają swoje plansze, dzieląc przy okazji ludzi oraz nawet pokrewne sobie narody?
Dzisiaj wzdłuż a jutro wszerz...

Dobrze, że nasi rewanżyści internetowi znają angielski. Kiedy pojadą za granicę, zrozumieją dlaczego i za co ktoś nie lubi Polski.

Ok, wyczerpałem swoje słowa dot. tej kwestii.
Znowu się zmęczyłem psychicznie pisząc.
Znowu moje zamiary z chwili rozpoczęcia pisania jakoś rozmyły się i powstało to co powstało.
Lecz myślę, że jeszcze w drugiej połowie dnia napiszę kolejny post.

piątek, 3 marca 2017

"sen znów się nie spełnia..."

Płytko. Oj płytko. Chyba należy powiedzieć prawdę Marku. Przed chwilą skapitulowałeś wobec pustki intelektualnej przy nieukończonej notce na tym blogu, którą rozpocząłeś i toczyłeś z rozmachem niczym parada wojskowa w Korei Północnej. Marku... Naćpałeś się dekstrometorfanu wiesz? Marku... Dziś Twoja Mama znalazła się w szpitalu, mówiła w nerwach, że to przez Ciebie. Że skonfrontowała to z panią doktor i zgodziły się, że to Twoja, Marek wina. Mama ma dość jak ciągle przychodzisz do domu naćpany (i nawet nie próbuj dysputy na tle różnic w szkodliwości tego czy tamtego świństwa) i zachowujesz się jak tłuk. Mama ma dość tego, że rosną Twoje długi Marek. Mama ma już po dziurki w nosie Ciebie i Twoich zasranych narkotyków. Ma dość tego, że sobie kurwa mać bimbasz i kurwa lewitujesz pośród mgieł pseudo-obsranego-mistycyzmu jaki sobie uroiłeś w tej bani Twojej Marku. Zostawmy mamę.
Drogi Marku. Nie skończyłeś tej poprzedniej notki bo Twój mózg nie umiał "ogarnąć" meandrów i zakrętów jakimi wiedzie szlak jasnego, niezmąconego i klarownego toku wypowiedzi. Po prostu mały tępaczku wprawiłeś się w stan euforycznej euforii (i nawet sobie czosnku pochrupałeś przed aplikacją kapsułek bo to ma sprzyjający wpływ na enzymy trawienne.. i włączyłeś sobie binaural beats na wyrzut katecholamin żeby była dobra bania...), która jest taka ponętna jak tłuściuchny pączek z grubo położonym lukrem... Wprowadziłeś się w euforię i nie ogarnąłeś...
Tumanie jeden...


Proszę Państwa.
Może to żenujące co napisałem.
Może będziecie mieli zaś coś nowego do powiedzenia na mój temat.
Może się pośmiejecie.
Może przyklepiecie w swojej świadomości swoje przekonanko, że z tego Michałka to już nie będzie nic.

Ale - niech Wam będzie wiadome: to koniec.
kapituluję.

i lepiej mi, że to wylałem.