środa, 28 grudnia 2016

Cenny byłby tutaj mądry tytuł. Jest jak jest.

Spędzam wieczór w kłębach dymu papierosowego medytując nad tym, że przy dobrym ogarnięciu zagadnienia i domieszce uśmiechu szczęścia, nawet Bogatynia mogłaby być zimowym kurortem. Tyle, że nawet śniegu nie ma.
Ale powiem Wam coś. ;) Dzisiaj podczas podboju kolejki do lekarza przechodziłem przez skrzyżowanie 3ciego Maja, II AWP i Fabrycznej i moją szczególną uwagę przykuła pewna prawidłowość, przywara człowiecza. Tuż z linią stopu na światłach zaczyna się miejsce gdzie wyjaśnień udziela aż nawet chyba sama antropologia kulturowa. Otóż pasażerowie samochodów postrzegają postój na czerwonym jako moment sprzyjającu wypluciu wyżutej już gumy, przez okno - na asfalt. Masowo, czy kto pierwszy czy ostatni stoi. ;)

piątek, 23 grudnia 2016

bądź tu mądry człowieku...

Chciałbym coś wyrazić. Swój ból. Ale chyba zabieram się do tego od dupy strony. No bo jak wytłumaczyć samobójstwa? Codzienne, konsekwentne, podłe samobójstwa? Ktoś wie? Że niby jak najprościej? Tak? To proszę - obiecywałem abstynencję... Ale słowa nie dotrzymuję. Chyba będę tępo naiwny jak znowu powiem, że tak bardzo chciałbym przestać. Oj, nie wiesz jak chciałbym przestać. A jednocześnie robię to z dziką furią niemal każdego dnia. Zastanawiająca jest w tym momencie jedna kwestia - czy naprawdę chcę przestać? I może już masz to w dupie od pewnego czasu (albo jeszcze dłużej), ale wiedz, że w miarę pisania tych słów, jest mi coraz lżej. A wiesz czemu? To proste. To prawda.

środa, 14 grudnia 2016

ten wpis jest kiepściutki zupełnie jak ten wredny deszcz za oknem.

Wczoraj jednak nie kroiłem mięsa na bigos świąteczny bo spałem. Ale cóż to była za drzemka! Jaka słodka i sycąca! Obudził mnie dopiero spiker telewizyjny. Jeszcze nie wiedziałem co dokładnie emituje TVN24, lecz hymn - mam wrażenie - śpiewałem przez sen od początku do końca. Lecz jedna rzecz mi się "uhalucynowała" przy tej okazji - mianowicie wspomniany spiker (zaznaczam, że wówczas dopiero wracałem z morfeuszowej krainy snu) wypowiedział taką zapowiedź zanim rozbrzmiał hymn: "przenosimy się teraz do Atlanty, tam nasi sportowcy znów stanęli na podium". I z tej okazji dołączyłem do śpiewających Mazurka Dąbrowskiego... Nie wiem kompletnie czy w ogóle wydałem jakiś wokal z siebie czy to wszystko odbyło się jedynie za pomocą "szeptu" w mojej głowie, ale okazało się, że jednak pamiętam cały nasz hymn. Kiedy już zupełnie wróciłem do świadomości - okazało się, że nie ma żadnych zawodów (czyli drugi raz miałem już tego, sportowego typu, halucynację przysenną, która fachowo zwie się "hipnagogiem" - zaraz opiszę pierwszą sytuację z roku 2014), a to co nadaje tv, to jest to tylko relacja z demonstracyj PiSu oraz KODu. Jakoś nie mam ochoty by rozpisywać się na temat polityki. Pośród wersji roboczych czyli szkiców postów w panelu zarządzania są nawet dwa wpisy o polityce, których nie dokończyłem z powodu zwątpienia, które dopadło mnie w trakcie ich pisania. Dodam, że jeden miał traktować o Donaldzie Trumpie (pisany wkrótce po tamtych wyborach) a drugi Polski oraz PiSu i p. J. Kaczyńskiego. Ten pierwszy okryję milczeniem, a co do drugiego to faktycznie mogę wspomnieć o nim krótko w tej chwili - nie głosowałem na PiS, jednak liczyłem na faktycznie lepszą jakość rządzenia niż to było za PO i choć kibicowałem mocno Kaczyńskiemu (i nadal kibicuję), to jego (oraz np. pana A. Macierewicza) zauważalne dziwactwo i nieco zamknięty umysł, martwią mnie. Ja popieram te postulaty niezależności Polski od np. Brukseli i dumą napawa mnie nasze braterstwo z Węgrami, lecz uważam, że nie powinniśmy aż tak zadzierać nosa... Urwę o polityce, bo mam wrażenie, że tak czy owak - nie mam już do dodania na ten temat nic interesującego. No może poza krzepiącym serca hasłem: Niech żyje Wielka Polska! 

Ok. Obiecałem wcześniej przytoczyć sytuację z roku 2014, oto ona: były wtenczas wakacje, trwał piłkarski mundial w Brazylii. Była to wczesna faza pucharowa. Grała chyba Kolumbia z "kimś tam".
Ja przed meczem dokonałem wielkiej pomyłki. Postanowiłem położyć się spać. Miałem nieźle w czubie już z tego co pamiętam (nie, nie alkohol). Oprócz kwetiapiny przyjąłem buprenorfinę. Buprenorfina to substancja używana do leczenia uzależnienia od opiatów. (nie, nie ćpam opiatów. wręcz ich nie lubię.) Przyjąłem ją dlatego, że w małych dawkach! potrafi być przyjemna.
No ok. To mnie chyba tłumaczy. Ale sam nie wiem jak wytłumaczyć fakt klasycznego po*ebania percepcji, kiedy zamiast kawalątka tabletki zażywam ją beztrosko i bezkrytycznie całą...? Ja nie wiem jak. Dodam, że obudziłem się w trakcie wspomnianego meczu w przeświadczeniu, że komentator telewizyjny każe mi przenosić cegły z boiska (w Brazylii!) na mój balkon bo przeszkadzają w grze? W Polsce godzina była już późna i za oknami ciemność... A ja pamiętam, że było jasno kiedy ruszyłem po pierwszy ładunek....

W ogóle ta notka jest jakaś do kitu. O tych cegłach to chyba już pisałem kiedyś tutaj. Kończę więc ten wpis. Mam wrażenie, że jest kiepski toteż nie będę się przedstawiał na FB, że napisałem coś nowego.... Chyba muszę przeczytać wszystkie notki, które tutaj sporządziłem i jednak wziąć się do pisania poważniejszego niż takiego. No i myślę, że reaktywuję tego mojego nieszczęsnego bloga z "poezją".

Dzięki za uwagę, ciau.