piątek, 8 lipca 2016

zajęcia szkolnego kółka ornitologicznego. wysokich lotów. sprawozdanie.

Zasycha mi w gardle ale piszę kolejny post. W poprzednim szczerze byłem rzetelny. Rzetelne oceny, pozbawione pychy wskazanie na moich mocodawców, ładne zdania, dobre treści, na poziomie informacje i zgromadzone wiadomości oraz nawet fajny język polski, znaczy meandry techniczne jego - co najmniej na poziomie Gwiazdy Betlejemskiej. Właśnie. Wiecie co zaobserwowałem? Może też zwróciliście uwagę (zdziwiliście się, zadziwiliście się) na to o czym zaraz napiszę. Już piszę.
Słuchaj - widziałeś/aś kiedyś grupki ptaków jak latają w powietrzu w tzw. encyklopedycznie kluczu ptaków? Jeśli widziałeś/aś to dobrze. To znaczy, że wiesz o czym mówię i zrozumiałeś co napisałem przed sekundką. Dalej - ci ptacy potrafią się np. o siódmej rano, o bladym świcie, zerwać z letargu na dachu bloku mieszkalnego np. takiego jak mój i wzbić się w lot całą watahą, po prostu jakby w czwór, lub nawet sześcio-szeregu, rozciągniętym jak Rosja od Smoleńska po Władywostok i nacierać na przestworza sąsiednie niczym as-y Luftwaffe. Serio wzbudza taka flota szacunek jak tak tnie - migiem, gazem - poprzez, fruwające sobie w postaci typu gazowego - powietrze. I tak - w skali globalnej ilu jest ptaków? Sporo co? Ile może być samolotów na globie ziemskim? Hmmm?
Sam(a) widzisz, że ptaki to potęga. Wszak transport lotniczy to najbezpieczniejszy środek transportu.... Ale... Cholera! A niech to! Czyżby ptacy byli u zarania dziejów cwańsi niż człowiek? O zgrozo - mądrzejsi? Mądrzejsi po dziś dzień? Motyla noga.... Sam się teraz zaskoczyłem. Szok ogromny, tym bardziej, że sa jestem osobiście jak pół garści piasku maluśki. Oj maluśki, maluśki.

Lecz! Oto z odsieczą zwątpieniu w gatunek człowieczy przychodzi rozum! Ptaki są głupie. Głupie co najmniej jak my. Czemu? Już rozwikłuję ten problematyczny dylemat samozwańczego filozofa. Zobacz, pomyśl - ile razy szedłeś/szłaś wraz z innymi (nie ma znaczenia czy była Was dwójka czy tuzin) i dziwiłeś/aś się po co to stawiasz kolejne kroki? Po co w ogóle cała ta ko-obecność Wasza? Jak bardzo chciałeś/aś odlecieć... Niczym ptak? A jednak szedłeś/szłaś? A nawet jeśli Twoja obecność była słodka dla Ciebie, to z kolei ileż to razy na następny dzień gdy wyparowały trucizny miałeś/aś choćby ból głowy lub gorsze problemy a może dziecko w drodze?

Nie mówię, że to źle jest przyjmować substancje. Nie powiem również, że normalnością jest niechęć wobec ludzi czy uleganie poprzez samą obecność i bycie dla kogoś bliskiego i z kimś bliskim.

Ale pomyśl... Nie jesteśmy trochę podobni do ptaków? Krążymy... Jemy... Podcieramy się...
No jak dla mnie to trochę osobliwe. Ale pierwszy raz pomyślałem o tym w słabym nastroju i w odurzeniu psychoaktywnym.

"Kto może niech pojmuje!"

o takich jak ten wyskokach i numerach, mówi się po magisterium z kulturoznawstwa, że to w dechę jest.

No to co. Po jednym? Po jednym! Po jednym stanowczo! Kto zapłaci? Hm. Nie martwy się tym teraz. Jest przecież ministerstwo kultury i zdaje się dziedzictwa narodowego. Tam zwrócimy się z prośbą o pokrycie funduszu reprezentacyjnego. Z kolei same koszta typowo techniczne, tj. np. opłata za prąd - jest na chwilę obecną z komórki pożytku publicznego czyli tegoż kompendium przy czołowym w badaniu i eksplorowaniu (zapuszczaniu się tam gdzie jeszcze nikt, nigdy nie był!) sfery cienia i kompleksów oraz najgłębszego (powiązanego z nieujawnianym i zaciekle tłamszonym idiotyzmem sfery intymno-osobistej) poziomu jestestwa. Dodam, że pewien kompetentny neurochemik oraz doktorek (co jest doktorku?) oraz kandydat na kurs alchemiczny twierdzi niezbicie (no nie zabijesz w nim tego przekonania - choćbyś go ścierał pumeksem...), że jeśli chodzi o jestestwo, to jest to jestestwo ponad naturalne.

Wreszcie coś o psychiatrii polskiej co mordeczki? :) Wreszcie! Od początku kompendium głównie wygłaszano tutaj różne bzdurki oraz nic nie wnoszące do sedna tematu - choć trzeba przyznać, że zgrabne i fajne takie - dereizmy, Faktycznie, pewne rzeczy miały tutaj jakieś wartościowe motywy za maską rzeczowości i konkretnego ładunku wiedzy (co za brednia - "wartościowe motywy za maską wartościowości") i być może trafiły do czytelników a nawet do internetu (co mierzy się miarą wyników podawanych przez google.pl) lecz czy były tak słodkie i spasione oraz niczym te kamienie milowe?

Pozytywną ocenę pozostawiam Szanownym Czytelnikom. Dołożyliśmy wszelkich starań (myślenia dużo, sporo heroicznej i pełnej - zmagań z kalectwem - pracy mózgu!) by nadal słupki "nakładu" oraz liczba prenumerujących rosła. Możemy sobie pogratulować.


(na styku pierwszych rzędów z podwyższeniem sceny słychać szeptaną rozmowę):
- Też tak myślisz prawda Słońce? :))
- (....)*

- No już tak nie chwal, aż tak. Nie ma za co ;)

* - (...) czyli brak słów! albo innymi słowy - milczenie jest zgodą.