niedziela, 19 czerwca 2016

"kolorowe sny kiedy ja... [...].... Ciebie... zwariowany świat...."

Świat chyba powoli wariuje. Takiego gradu to ja na swoje oczy, w tzw. realu chyba jeszcze nie widziałem. A jak widziałem [czy muszę przepraszać kogokolwiek za dziurawą pamięć?] to na pewno nie w takiej obfitości i ilości, która ciekawie i rozmaicie pokryła [mam na myśli potencjalne sfotografowanie tego - ale zrobił to kto inny... A ;) ] poszycie murawy pod moim blokiem.
Tak. To było wtedy co Wam Polsat z eteru - niewykrywalny dla radarów "latawiec" potentat ponad-atmosferyczny pokonujący bariery* w powietrzu jak motylki i meteoryty razem wzięte - ten Polsat Wam zaburzyło, zakłóciło odbiór. Mam nadzieje, że się nazbyt nie martwiliście bo nasi odbiór mieli bardzo dobry, cud malina. Hasztag #Michał Pazdan. Tak jest. Gramy u siebie.
Dobre nie? Ponoć było około 35 tyś. Polaków, Niemców jakoś bliżej 40 tyś. [media publiczne] i podobnie jak na jakieś niecałe dwa tygodnie przed startem Euro podczas meczu polskich siatkarzy w japońskim Tokio [no nie pamiętam za cholerę z kim...], przy hali świecącej pustkami w typie krajobrazu księżycowego - tam w dalekiej Japonii, w kraju kwitnącej wiśni, mnichów Zen oraz pośród śladowo obecnych ludzi na meczu - polscy ludzie krzyczeli tak donośnie [słyszałem w Bogatyni :o ] właśnie to hasełko - "gramy u siebie! Polacy! gramy u siebie!".
Po prostu duma narodowa rosła jak grzyby po deszczu. Ciarki przechodzili mnie. Wpadłem w egzaltację. Było mi fajnie i ciepło. I jeszcze przyjemnie.
Tak też właśnie na meczu na tym stadionie pod Paryżewem - z tymi naszymi sąsiadami co wschodnią swoją granicę obsadzili gęsto [jak grzyby po deszczu] ludźmi o odmiennej karnacji, religii i chyba zdartych butach - chodzi mi o Niemców, kiedy to pomyślałem "skurczybyki! a jednak!" kiedy zacząłem wyraźnie słyszeć, że gramy u siebie. Polacy.

No przepięknie. No cudownie. No święci z Was ludzie [jak to mówił były proboszcz tutejszy].

Zacząłem od świata co wariuje. Cholera. Dopiero spostrzegłem i dopiero sobie przypomniałem.
Ale często z tymi moimi wpisami na blogach to było tak, że nie do końca trzymałem się jakiejś sztywnej linii, ani tym bardziej wytycznej. Owszem, kiedyś tak było. Ale wtedy nie robiłem sobie takich strusich jaj z tego wszystkiego.
Nie ważne.

Może znowu zacznę pisać wiersze?
Tfu!
Poezję.

sobota, 18 czerwca 2016

Szkoda gadać.

Widzę, że zaglądacie. Widziałem nawet, że ktoś na twitterze opublikował link do tego bloga. Fajnie. Ciekawe czy to aż tak ciekawe czy jedynie śmieszne ? Przyznaj się łotrze :)
Często myślę o tym co mógłbym napisać. Są powody całkiem konkretne, które mogłyby mnie popchnąć ku pisaniu.
Nic to. Co ma się stać - to ponoć się stanie.
No to hej.