poniedziałek, 23 listopada 2015

nie jest źle...

Blackstar i MJB na głośnikach. Taaa, wielki ze mnie znawca rapu. Nie o tym chciałem. Wiesz czytelniku, nie jest źle. Było źle jeszcze nie tak dawno. Może być źle jutro. Lub pojutrze. I nie, że nie mam na to wpływu. Bo mam na to wpływ. Niestety wiele załatwia na konto kasy wpływ. Załatwia wiele dobrego - w tym znaczeniu. Money is an antidepressant. Unfortunately. Albo z cytat z Bisza, jakby z niemiecka... Hajs macht frei. Ja wohl, genau. Niestety trochę jest w tym prawdy, przyznasz chyba czytelniku?
Ale od nowego akapitu - "nie jest źle" oznacza to co wyraża. Hah. Kiedy ja przestanę pisać, wyrażać się w ten sposób? Chyba wiem. Wiesz kiedy? Jak umrę.
Otóż mam w tym momencie co zjeść (prawie całe pudełko jajek na wyłączność :o), mam co palić (tytoń  Parker & Simpson, oczywiście czarny - mocny), mam co pić (tania herbatka Earl Grey z Biedronki) i mam we krwi dekstrometorfan. Pieprzyć pieniądze. I tak będę materialistą. Ale dzięki tym dobrom mój duch raduje się i cieszyć mnie może pogoda ducha.
W tym tygodniu idę do szpitala psychiatrycznego w Sieniawce. Pamiętasz, być może czytelniku jak zapisywałem swoje brednie ze szpitala bolesławieckiego... Teraz przeniosłem się na googlowski blogspot bo tutaj mi o wiele wygodniej. I niech tak będzie. Amen. Ave dekstrometorfan!
(i jeszcze prozac i żen szeń i duże dawki magnezu + witamin z grupy B)