piątek, 2 października 2015

Mały ruch naprzód

Miniony dzień charakteryzuje ból rąk. Palców, paliczków oraz mechanizmów typu nadgarstek i nerw łokciowy. Spędziłem większość doby na waleniu w klawisze. Typowej klawiatury PCta oraz tej drobniejszej (co wywołuje potrzebę inwokowania precyzji kciuka prawej dłoni) w telefonie.
Mam już nadwątlony nerw łokciowy zwłaszcza ręki lewej a dodatkowo niekiedy odzywa się ta sama usterka w ręce prawej - ciekawe kiedy pojawi się oficjalnie w klasyfikacji ICD-10 (choć być może dopiero, w ponoć nadchodzącej wersji 11stej) oraz w kl. DSM IV taka dodatkowa pozycja (jednostka chorobowa) jak zapalenie czy generalnie jakaś przypadłość na tle nadmiernego korzystania z kciuka pośród dzieci smartfona.
I tym dzieckiem zaiste jestem też i ja jak i być może Ty anonimowy czytelniku (co, Ty też wszedłeś tutaj klikając prawym kciukiem? - obyś był zdrów! ) a nawet ta starsza pani, która mnie dzisiaj chwilowo wku**iała w sklepie z elektroniką zachowując się jak przekupa na targowisku w prowincjonalnej Polsce dwudziestolecia międzywojennego na dalekich kresach, być może wschodnich, kiedy to pytała się swojej córki o każdy najmaluteńszy szczególik tak na temat jak i zupełnie od rzeczy. Tak. Ta starsza pani zapewne jeszcze szybciej nabawi się potencjalnej dysfunkcji palca bądź jakiegoś innego narządu, np. oczu gdyż - biedaczka - będzie zmuszona stukać w klawisze swojego smartfonu o jakieś 50 do 80 procent częściej - przy czym będzie zużywać wzrok aby dokładnie zlokalizować czy to poprawny klawisz czy inne pole funkcyjne, na które trzeba w ten czy inny sposób oddziałać w danym celu.
Mnie od tych dziwnych wywodów jeszcze bardziej rozbolał nerw łokciowy ręki prawej - sami widzicie! Dzierżymy radośnie w swych rękach szkodników, efekt zmasowanej pracy intelektualnej legionów mózgowców z dolin krzemowych. Szkodników, którzy to mają najlepszy PR, najsłodszą reklamowo-marketingową otoczkę i których to cholernie pragniemy. Nie ważne, że zapłacimy najwięcej kupując takie wynalazki za logo producenta, podczas gdy często produkt jest np. jak mój szajsung z roku 2013.... W salonie nabyłem go płacąc nie jedyne 9 złotych. Nie moi drodzy. Jego cena zaczynała się już OD 9 złotych! No co za ukłon burżyazyjnej klasy posiadaczy w moim kierunku. I jeszcze przez dwa tygodnie dzwonili do mnie niemal codziennie (może poza niedzielami)  podczas gdy ja konsekwentnie nie odbierałem, ale też nie odrzucałem połaczenia - ergo insynuując niejako, że teraz przecież nie mogę, ale przecież są wielkie szanse, że będę mógł następnym razem! Dzwonili tylko po to aby zapytać czy w salonie była miła obsługa. Wszystko podczas pamiętnej fali upałów kiedy to rząd Polski apelował o oszczędzanie prądu....
Wiecie - nie chce mi się już więcej pisać. Boli mnie ręką naprawdę. I tak jesteś bohaterem jeśli w uparciu dotarłeś do tej kropki.